Telefon i codzienność · około 4 minut czytania

Telefon zawibrował. Nie sięgasz po niego, bo właśnie z kimś rozmawiasz. Słuchasz dalej, ale część myśli jest już gdzie indziej: kto napisał? Czy to z pracy? A może trzeba zareagować?
Na ekranie nie spędziłeś ani minuty. Mimo to rozmowa stała się trochę trudniejsza do śledzenia. Ten rodzaj przerwania łatwo pominąć, jeśli o korzystaniu z telefonu myślimy wyłącznie jako o czasie patrzenia w wyświetlacz.
Krótki sygnał nie zawsze kończy się razem z dźwiękiem
Powiadomienie może mieć bardzo praktyczne znaczenie. Daje znać, że dotarł przelew, ktoś potrzebuje kontaktu albo zmienił się termin spotkania. Ta użyteczność jest jednym z powodów, dla których trudno z góry uznać wszystkie sygnały za zbędne.
Jednak pojawienie się wiadomości i konieczność natychmiastowej odpowiedzi to dwie różne sprawy. Między nimi mieści się oczekiwanie: być może coś ważnego właśnie się wydarzyło.
W eksperymencie Cary’ego Stotharta i współautorów z 2015 roku samo otrzymywanie powiadomień pogarszało wykonanie zadania wymagającego uwagi, choć uczestnicy nie korzystali w tym czasie bezpośrednio z telefonu. To wynik konkretnego badania laboratoryjnego. Nie mówi, że każda wibracja powoduje taki sam koszt ani że można przeliczyć ją na określoną liczbę straconych minut. Pokazuje natomiast, że brak odpowiedzi nie musi oznaczać braku rozproszenia. [1]
Można być stale dostępnym bez ciągłego pisania
Niektóre sytuacje rzeczywiście wymagają czuwania: dyżur, opieka nad bliskim, konkretne zobowiązanie. W innych trudno powiedzieć, kto właściwie oczekuje natychmiastowej reakcji. Grupa działa wieczorem, współpracownicy bywają online, inni odpowiadają szybko. Dostępność zaczyna wyglądać jak zasada, choć nikt jej wyraźnie nie ustalił.
Wtedy telefon nie musi bez przerwy dzwonić. Wystarczy myśl, że może pojawić się wiadomość albo okazja, której szkoda przegapić. Nie musi chodzić o media społecznościowe. Powodem oczekiwania mogą być praca, sprawy rodzinne lub użyteczne informacje.
To ważne, bo hasło „po prostu przestań scrollować” nie opisuje każdej trudności. Osoba zaglądająca na komunikator może nie szukać rozrywki. Może próbować upewnić się, że niczego nie zaniedbała.
Dlaczego pod koniec dnia trudno powiedzieć, co przeszkadzało?
Wyobraź sobie wieczór, podczas którego kilka razy wracasz do tego samego fragmentu książki. Nie było długiej sesji w aplikacji. Było za to kilka wiadomości, sprawdzenie jednego szczegółu i oczekiwanie na odpowiedź.
Łatwo podsumować to zdaniem „nie mogłem się skupić”. Trudniej zobaczyć, że uwaga miała przez ten czas kilka konkurujących adresów. Książka była jednym z nich, ale nie jedynym.
Nie oznacza to, że telefon wyjaśnia każdą trudność z koncentracją. Zmęczenie, warunki pracy i wiele innych spraw również mają znaczenie. Warto jednak nie pomijać przerwań tylko dlatego, że wydawały się krótkie.
Co właściwie chcesz odzyskać?
Spokojnie dokończone zadanie może być bardziej zrozumiałym celem niż „mniej powiadomień”. Podobnie rozmowa, w której nie trzeba co chwilę wracać myślami do drugiej osoby. Ustawienia telefonu są jednym z możliwych narzędzi, ale najpierw dobrze wiedzieć, jakiemu momentowi mają służyć.
Nie wszystkie kontakty powinny działać tak samo. Wiadomość od osoby, na której pilny kontakt czekasz, i niepilna dyskusja na grupie mogą korzystać z tej samej aplikacji, a mieć zupełnie inne znaczenie.
Pytanie do zastanowienia: w jakiej ostatniej sytuacji nie korzystałeś z telefonu, a mimo to myślami czekałeś na to, co się na nim wydarzy?
Źródło
[1] Stothart C., Mitchum A., Yehnert C. (2015), „The attentional cost of receiving a cell phone notification”. Eksperyment dotyczący wykonania zadania uwagowego, nie pomiar całodziennej produktywności. Abstrakt w PubMed.
