Odruchowe sprawdzanie telefonu

Po co znowu otwierasz telefon? O odruchu, który łatwo przeoczyć

← Więcej artykułów

Telefon i codzienność · około 4 minut czytania

Dłoń sięgająca po telefon w domowym korytarzu.

Odblokowujesz ekran. Nie ma nic nowego. Odkładasz telefon, a po chwili znów masz go w ręce. Gdyby ktoś zapytał, czego szukasz, odpowiedź nie byłaby oczywista.

To mały, zwyczajny moment. Nie wygląda jak wielki problem, szczególnie gdy trwa kilkanaście sekund. Dopiero wieczorem pojawia się wrażenie, że dzień rozszedł się na drobne sprawdzenia, a na to, co miało być ważne, zabrakło spokojnej chwili.

Nie trzeba zaczynać od etykiety ani liczenia, czy przekroczyło się dopuszczalną liczbę minut. Warto najpierw zobaczyć różnicę między korzystaniem z telefonu w konkretnym celu a otwieraniem go niemal bez decyzji.

Nawyk może pojawić się przed wyraźnym zamiarem

Kolejka, koniec zadania, chwila ciszy przy stole. W takich sytuacjach ekran bywa najłatwiej dostępną odpowiedzią. Nie trzeba wybierać zajęcia, szukać rozmówcy ani nawet zastanawiać się, czego się potrzebuje. Treść już czeka.

Badacze opisują to zjawisko od lat. Antti Oulasvirta i współautorzy w pracy opublikowanej w czasopiśmie „Personal and Ubiquitous Computing” nazwali je nawykiem sprawdzania: krótkim, powtarzanym zaglądaniem do łatwo dostępnych, zmieniających się treści. W analizowanych badaniach takie sprawdzenia czasem prowadziły do dalszego korzystania z urządzenia. To opis mechanizmu, nie diagnoza każdej osoby, która często patrzy w ekran. [1]

W codzienności początek może być zupełnie praktyczny: sprawdzasz pogodę. Potem widzisz wiadomość, zaglądasz do aplikacji, trafiasz na film. Pierwszy cel został osiągnięty, ale korzystanie trwa dalej.

Sam czas przed ekranem nie opowiada całej historii

Dwie osoby mogą mieć podobny wynik w raporcie telefonu i zupełnie inne doświadczenie. Jedna rozmawia z bliską osobą mieszkającą daleko, czyta i pracuje. Druga wielokrotnie wraca do treści, których właściwie nie chciała oglądać.

Różnica nie polega wyłącznie na liczbie minut. Ważne są także cel, możliwość zakończenia oraz to, co dzieje się obok. Czy telefon pomaga w tym, co wybrałeś? Czy przesuwa coś, co miało wydarzyć się wcześniej?

Przerwana rozmowa, porzucona czynność, późniejsze zakończenie wieczoru. To konkretne sytuacje, którym można się przyjrzeć, zamiast oceniać cały dzień wyłącznie przez liczbę godzin z telefonem.

„Przecież mogę odłożyć” i „dlaczego znowu nie odłożyłem?”

Można umieć odłożyć telefon, a jednocześnie regularnie korzystać z niego dłużej, niż się chciało. Można też dużo korzystać i nie odczuwać istotnego kosztu. Te sytuacje warto rozróżniać.

Znaczenie ma powtarzalna rozbieżność między zamiarem a tym, co rzeczywiście się wydarza. Chciałeś obejrzeć jedną rzecz, a minęła godzina. Miałeś wysłać wiadomość, a rozmowa przy stole zdążyła się skończyć. Samo wspomnienie takiego wieczoru nie jest powodem do oceniania siebie. Może jednak być informacją o czymś, czemu chcesz się przyjrzeć.

Nie zakładajmy też, że ktoś, kto mówi „nie mam z tym problemu”, ukrywa prawdę. Może nie doświadczać kosztu, mieć inne priorytety albo po prostu nie chcieć o tym rozmawiać. Zmiana nie wymaga przekonania wszystkich do tej samej oceny telefonu.

Od czego zacząć rozumienie własnej sytuacji?

Od jednej niedawnej chwili, którą dobrze pamiętasz. Bez odtwarzania całego tygodnia. Co miało się wydarzyć? Po co telefon znalazł się w ręce? Czy po jego odłożeniu wróciłeś do tego, co wybrałeś wcześniej?

Takie pytania nie zastępują pomocy specjalisty, gdy korzystanie wiąże się z poważnymi trudnościami. Nie są też testem z wynikiem „dobrze” lub „źle”. Pomagają nazwać własne doświadczenie bez przyklejania sobie etykiety.

Pytanie do zastanowienia: czy ostatnio częściej otwierałeś telefon po coś konkretnego, czy po prostu dlatego, że była wolna chwila?

Źródło

[1] Oulasvirta A. i in. (2012), „Habits make smartphone use more pervasive”. Opis nawyków oparty na kilku badaniach; nie wyznacza progu rozpoznawania zaburzenia. Publikacja i abstrakt.